Bal

        To słowo krążyło w głowach uczniów już od wielu miesięcy.... Wszyscy byli bardzo podekscytowani, tym bardziej, że po szkole rozniosła się plotka, że trzeba będzie tańczyć poloneza podczas uroczystego rozpoczęcia balu! Na szczęście to była tylko plotka. W organizację tej imprezy zamieszani byli wszyscy szóstoklasiści. Robiliśmy plakaty potrzebne do zasłonięcia okien, kwiaty z bibuły i girlandy. Nasi rodzice też się przydali – mamy upiekły ciasta i zajęły się przygotowaniem poczęstunku, a ojcowie udekorowali korytarz, na którym tańczyliśmy. Stoły z jedzeniem ustawione były oczywiście na stołówce.

        Najbardziej podekscytowane były chyba dziewczyny. Wiele z nich już kilka tygodni przed balem miało przygotowane kreacje lub zamówione wizyty u fryzjera.... Podczas piątkowych lekcji, kilka godzin przed rozpoczęciem balu, emocje sięgnęły zenitu. Na przerwach dyskutowaliśmy o dwóch wydarzeniach: balu szóstoklasistów i meczu Polska-Ekwador (który okazał się totalną klęską naszej reprezentacji). Kiedy kilka minut przed siedemnastą klasy gromadziły się w szatniach, zaczęło się porównywanie fryzur i strojów dziewczyn. Słychać było różne strzępki rozmów. Kilka osób szeptało do siebie gorączkowo:
- Ostatnia szansa żeby uciec. Jesteście pewni, że chcecie tu być? To będzie koszmar!
- Och, nie przesadzaj. Będzie pizza.
- I tylko to utrzymuje mnie jeszcze przy życiu....

        Bal okazał się na szczęście nie koszmarem, lecz pięknym snem. Kiedy zegar wybił godzinę piątą popołudniu nasze Panie Wychowawczynie zabrały nas na pierwsze piętro, gdzie w salach lekcyjnych zostawiliśmy swoje rzeczy. Trzeba przyznać, że rodzice spisali się na medal (w przeciwieństwie do polskiej reprezentacji). Korytarz wyglądał przepięknie. Kolorowe plakaty zasłaniały okna, dzięki czemu panował tu półmrok; papierowe girlandy i serpentyny zwisały z sufitu... Stoły w stołówce wprost uginały się od jedzenia: ciasta, ciastka, cukierki, napoje, żelki (misie, zajączki i robale), chipsy... Istny raj! Zajęliśmy miejsca przy stołach i wygłodniałym wzrokiem wpatrzyliśmy się w te pyszności. Niestety z jedzeniem trzeba było chwile poczekać – najpierw Pani Dyrektor wygłosiła krótkie (na szczęście!) przemówienie. Nagrodziliśmy je brawami i rzuciliśmy się na jedzenie. Po chwili z góry dobiegły nas pierwsze dźwięki muzyki. Nikt nie reagował. Wreszcie wstała Pani Rogóyska i powiedziała:
- Na co czekacie? Biegnijcie na górę tańczyć zanim skończy się bal! Więc pobiegliśmy. Początki dyskotek zawsze są trudne. Chłopaki stoją pod ścianą, dziewczyny (nie wszystkie) nieśmiało podrygują w kącie.... Aby nas rozgrzać DJ-ka puściła szybki kawałek. I już po kilku minutach tańczyli wszyscy. Zabawa się rozkręcała. DJ-ka zapowiedziała, że będą piosenki z okresu, kiedy byliśmy w szóstej klasie. I rzeczywiście zaczęło się od nowości. Po kilku utworach DJ-ka znów zabrała głos:
- A teraz rodzice i nauczyciele idą na dół, a my się przytulamy! I puściła „wolną”!

        Po ponad godzinie tańczenia wszyscy zeszliśmy na dół na pizzę. I znowu rozeszła się straszliwa plotka – podobno każdy miał dostać tylko po jednym kawałku! Niektórzy zaczęli nawet wpadać w panikę. Ale to była tylko plotka, chłopcy zjedli po dwa lub trzy kawałki. Podobnie dziewczyny.

        I znowu taniec. Tym razem dołączyli się również nauczyciele i niektórzy rodzice. Tańczyli najpierw w kółku, a potem również z nami w wężyku (między innymi moja mama z moją matematyczką!) A potem „wolna”! Z powodu braku kilku chłopaków (zadziwiające jak oni szybko zbiegają po schodach do stołówki!) wiele dziewcząt nie miało z kim tańczyć (w tym także ja). James Blunt śpiewał właśnie „You’r beautiful, it’s tru” gdy ja stałam na środku korytarza nie wiedząc co zrobić. I nagle tłum się rozstąpił i zobaczyłam go. Stał oparty o parapet i przyglądał się tańczącym parom. Uśmiechnęłam się, on odwzajemnił uśmiech. Podeszłam do niego wolno, poruszając się w rytm muzyki. Kiedy stałam już blisko niego znów się uśmiechnęłam i spytałam: - Tato, zatańczysz? Wkrótce moi koledzy poszli w nasze ślady i poprosili do tańca swoich rodziców. A chłopcy (uciekinierzy do stołówki) patrzyli na nas z zazdrością....

        Ale jak każda piękna chwila, bal musiał się skończyć. I trzeba było posprzątać. Młodzież chętnie pomogła w tym rodzicom (nie wszystkim, bo kilka ojców wymknęło się po kryjomu do domu na mecz). A kiedy znudziło nam się sprzątanie, poszłam z kilkoma kolegami na świetlicę oglądać jak polska reprezentacja ponosi klęskę. Bal trwał cztery godziny. Cztery godziny tańczenia i jedzenia. Cztery godziny wspaniałej zabawy, której nigdy nie zapomnimy.

        Po balu słyszałam wiele opinii na ten temat. Wszyscy byli bardzo zadowoleni i zgodnie stwierdzali, że tak dobrze nie bawili się jeszcze nigdy! Ten bal sprawił, że wiele osób pożałowało, że to już szósta klasa i za kilka dni trzeba się będzie pożegnać z tą szkołą, nauczycielami i przede wszystkim kolegami, z którymi zżyliśmy się bardzo przez te sześć lat...

        I jeszcze rada na przyszłość... dla młodszych klas....: nigdy nie mieszajcie żelków, coli i chipsów! I nigdy potem nie szalejcie na dyskotece! No, chyba że lubicie ból brzucha....

Joanna Bożym


Powrót na stronę główną