Choinka dla żołnierzy w 1944r.

Uroczystość rozpoczęliśmy odśpiewaniem Hymnu Państwowego. Dziecięce głosy zmieszane z tenorami i basami żołnierskimi wzbiły się pod gwiaździste niebo. Później żołnierze zaśpiewali ,,Okę”, a my z nimi wraz. Następnie komendant przemówił do dzieci i do żołnierzy. Dziękował dzieciom za miły wieczór, za rodzinny nastrój, a my im za miał zwieziony, za ławki rozwiezione, a nade wszystko za obronę kraju.
W dalszym ciągu dzieci zaśpiewały ,,Wojenko, wojenko cóżeś ty za pani” jedną strofkę, a dalej deklamowała dziewczynka:

Wojenko, wojenko cóżeś ty za pani,
że za tobą idą chłopcy malowani.
Idą, aż z Sybiru, przez wschód tu wędrują
i sami wojenko, ciebie poszukują.
By w twoim mundurze, poprzez ziemię krwawą
Bez ran, czy z ranami stanąć pod Warszawą,
podać dłoń stolicy, dać jej swoje męstwo.
Dać miłość synowską, życie lub zwycięstwo.

Wojenko, wojenko cóżeś ty za pani,
że ciebie szukają żołnierze kochani.
I nie mają lęku, nie wiedzą, co trwoga,
bo jedynie taka do Ojczyzny droga.
Nic im krwawe boje. Idą niezmęczenie,
by odebrać Wisłę w Boże Narodzenie.
I dziś, gdy już Gwiazda Betlejemska świeci
w podbój kolędują żołnierze i dzieci.

A dalej cały zespół dzieci zadeklamował:

  Jest na świecie taki kraj,
co się sercem zwie.
A w tym kraju taki lud,
co się w bój wciąż rwie.
Co za bary chwyta los,
odparuje każdy cios.
Co się deptać nie pozwoli,
bo ten lud jest z twardej roli.
Polski lud!
I oto dziś legendy cud,
bo Dzieciątko Boże Małe
wybrało sobie polski lud.
Zwołało nas i żołnierzy
jak anioł rzesze pasterzy.
Aby razem, aby społem
Wołać głośno wraz z aniołem:
Hej, kolędę surmo graj!
Na zwycięstwo, wolny kraj!
Hej, kolędę w bój mi graj!
A kolęda polskich dzieci,
wpleciona w żołnierski śpiew
nad Wisłę niechaj poleci
tam, gdzie miłość, bój i gniew.
Hej, kolędo w swej postaci
zdław wroga za ojców, braci.
Za gruzy z naszej stolicy,
za walkę ostatkiem siły
i za powstańcze mogiły.
Hej, kolędę surmo graj
by jutro był wolny kraj!
Hej, kolędo sięgaj aż
w pole walk i do rubieży,
gdzie tylko znajdziesz żołnierzy,
gdzie rozpoznasz polską twarz.
Tym, co śpią już wiecznym snem
kołysanką cichą bądź!
Ta kolęda polskich dzieci
nabrzmiała krzywdami wroga.
To modlitwa za żołnierzy
Przed żłóbkiem Dzieciątka Boga.

 

Po tej deklamacji komendant wywoływał nazwiska żołnierzy z oddziału odchodzącego nad Wisłę, a dzieci rozdawały paczki. W paczce były dwie chusteczki, nauszniki lub rękawiczki albo szalik, pudełko zapałek, 3 paczki papierosów, kawałek ciasta lub słodkiej bułki (nie dla wszystkich starczyło ciasta) i kilka cukierków. Prócz tego na brystolu, wielkości pocztówki napisane życzenia świąteczne i parę serdecznych słów od całej rodziny. Każda kartka ozdobiona była rysunkiem, przeważnie zieloną gałązką choinki. Rozdawanie trwało dość długo. -,,Panie komendancie- odezwała się jedna matka wtłoczona między dzieci – my chcemy odprowadzić odchodzący oddział, czy pan nam pozwoli?”. Pozwolił, ale tylko do ulicy Radzymińskiej i nie wielką gromadą. Świeczki na choince dogasały , zapasu nie było, a my jeszcze jedna recytację mieliśmy przygotowaną.

Balladę o polskim żołnierzu.
Wykonała ją w całości Lidka Słupińska, uczennica kl. V, dzisiaj lekarz medycyny. Jej wdzięczny głos brzmiał jak muzyka, toteż w sali nie było słychać ludzkich oddechów.

- Idzie żołnierz borem, lasem
i rozgląda się po stronach.
Szuka drogi do Betlejem.
Która też to ona?
Nowa droga, prosta droga dla wszystkich jednaka,
dla mędrców i bohaterów, panów i prostaków.
Wszędzie obce przy drogach napisy.
Stanął żołnierz, patrzy, słucha i rozmyśla w ciszy,
że ta droga której szuka odmienna być musi.
I, że w Polsce wszystkie szlaki
mają nowe znaki.
Spostrzegł wreszcie taką drogę,
była krwią zbryzgana
Wiodła prosto do Betlejem,
do Dzieciny Pana..
Ta, niechybnie, myśli żołnierz.
Powziął wdech głęboki,
rozpiął mundur dla wygody
i skierował kroki na te drogę,
Polską drogę, co krwią jest znaczona.
Lecz nie uszedł trzy piędzie,
gdy wstrzymał się w rozpędzie.
Myśli:
Plecak pusty – żołnierz polski, z jakim pójdzie wianem?
Ale żołnierz i bez wiana ma dostęp do Pana.
Wie, co powie, gdy przy żłobku wyprężony stanie.
Spojrzy w oczy Dzieciąteczku i zawoła: Panie!
Ja nie z dumy tu przychodzę, lecz po dar od Ciebie.
Pobłogosław mej Ojczyźnie, pobłogosław glebie,
polskiej glebie, co doprasza się rąk pracowitych,
a do pracy dodaj nam Panie sił niespożytych.
Spraw, abyśmy po żołniersku przy sobie stanęli
w zgodzie, z mocą i miłością Ojczyznę dźwignęli.
I zrobili z Niej dom własny Polsce i bliźniemu.
Ty ją sobie wtedy wybierz zamiast Betlejemu
I zamieszkaj w Polsce wiecznie, o Dziecino Boża,
by strzec z nami granic polskich, Zachodu i morza.
Idzie żołnierz borem, lasem, idzie polską drogą.
Stanął wreszcie przy stajence,
wpuścić go nie mogą,
bo w stajence króle, pany blisko żłobka stoją.
Żołnierz czeka po żołniersku na kolejkę swoją,
lecz Dziecina Boża małą rączką swą skinęła
i żołnierza zmęczonego pierwszego przyjęła.
Żołnierz serce swe otworzył i wzruszony wielce
zaczął Dzieciątku opowiadać, czego pragnie serce.
A gdy skończył, Dzieciąteczko słodko się uśmiecha
i tak rzecze: ,,Tam, gdzie twoja, będzie moja strzecha”
I znów rączka Jezusowa uniosła się mała:
,,Niechaj moich błogosławieństw dozna Polska cała”.
Wraca żołnierz borem, lasem, pełen sił i męstwa,
niesie miłość, zgodę bratnią i błogosławieństwa.
A gdy stanął pośród swoich, wkoło się zebrali
i kolędę dla Dzieciątka chórem zaśpiewali:

I cała sala, korytarz i podwórze zaśpiewali ,,Podnieś rękę Boże Dziecię, błogosław ojczyznę miłą” O godzinie 9.00 w cichy, bezwietrzny, jasny od gwiazd i śniegu wieczór dziewięciu chłopców i tyleż dziewczynek oraz ja nieśliśmy żołnierzom plecaki, aż do poczty. Od 2 stycznia wróciliśmy już do zajęć szkolnych, gdyż chodziło o opóźniony materiał lekcyjny i o to, że dzieci przynajmniej pół dnia były zajęte w szkole i odrabianiem lekcji w domu. Był wypadek, że dwoje dzieci szło w stronę Nowego Bródna i jedno z nich nadepnęło na minę. Oboje zostali ciężko okaleczeni na całe życie. To był może ważniejszy powód niż materiał lekcyjny, żeby po tygodniowej przerwie przystąpili do nauki.
Paczki dla żołnierzy szły również i na ul. Otwocką 3, gdyż prascy koledzy mieli tam zorganizowany punkt zbiorczy i docierali z dziećmi do okopów na pierwsza linie frontu. Oto fragmenty albumu zrobionego przez uczniów:

Nie przestraszy nas pyszałkowata twarz przedstawiciela władzy okupacyjnej. Nie przestraszy nas nawet niemiecki pocisk, gdy chodzi o sprawienie radości naszemu obrońcy.

Był mroźny ranek grudniowy. Kule świstały, pociski z brzękiem i hukiem rozrywały się gdzieś w pobliżu. Lecz trzeba było iść… Święta Bożego Narodzenia zbliżały się szybko. Paczki dla żołnierzy były już przygotowane. Oddział Polskiego Czerwonego Krzyża, czekał, by rozesłać je żołnierzom przebywającym w okopach. Nie były to paczki duże. Zawierały ciepłe rękawice, nauszniki lub skarpety, oraz pełne miłości listy od dziatwy szkolnej. Gromadka dzieci ukradkiem pod murem przemykała się w stronę ul. Otwockiej, gdzie znajdował się Oddział Polskiego Czerwonego Krzyża. Po przyjęciu paczek znów trzeba było odbyć tę samą drogę powrotną. Lecz teraz każdy szedł z radością w sercu. Spełnił bowiem swój obowiązek jako członka Czerwonego Krzyża. Przyjemnie było pomyśleć, że paczki te sprawią radość żołnierzowi, który z daleka od rodziny, walczy o naszą wolność.

Z kroniki klas V-VII. Rok 1944/45