Rok szkolny 1945/46

Rok szkolny 1945/46 rozpoczął się w czystym, jasnym, przyjemnym budynku szkolnym. Życie szkoły było już zupełnie unormowane. Odradzały się organizacje młodzieżowe jak harcerstwo, P.C.K., Samopomoc koleżeńska w ramach powstającego samorządu, sklepik uczniowski, późniejsza spółdzielnia uczniowska, czyny społeczne z okazji różnych zobowiązań. Jednym z nich było zdobycie, odnowienie i całkowite wyposażenie w pościel i bieliznę na jedną osobę łóżka szpitalnego na apel P.C.K. dla szpitala praskiego. Dziesięcioro dzieci miało czyściutko zasłane łóżko przez ulice Pragi wzbudzając entuzjazm u przechodniów, a w szpitalu zameldowały się u naczelnego lekarza i złożyły swój dar. W „Życiu Warszawy” i „Czynie młodzieży” czytaliśmy gorące słowa podziękowania dla dzieci szkoły 114. Szkoda, że wycinki pism zaginęły. Dzieci nasze były takimi entuzjastami dobrego uczynku, że odwiedzały dzieci zagubione, przebywające w sierocińcach, zawoziły im zabawki, książeczki lub cukierki. Chłopcy w mundurach zielonych harcerskich, dziewczynki w granatowych fartuszkach, wszyscy w czerwonych chustach lub z opaskami na rękawie ze znakiem P.C.K. N91 (taki był numer naszego koła) zbierały i kupowały żywność i dostarczały ją na Dworzec Wileński lub Wschodni dla rodzin, które nieraz kilka dni musiały czekać na transport.

Kartki z kroniki klas V-VII. Rok 1945.

Idziemy śladami tych, którzy dla Ojczyzny gotowi są oddać ostatnią kroplę krwi

Dnia 28 lutego normalnie przychodzimy do szkoły. Nikt nie zapowiada tej chwili, która w dużej mierze przyczyniła się do naszego wyrobienia społecznego. Zaraz na pierwszej lekcji po modlitwie P. Kierowniczka nie przechodzi jak co dzień do zagadnień lekcyjnych, ale zaczyna mówić o czymś zupełnie odmiennym. O miłości bliźniego, o naszych względem niego obowiązkach, o naszej pracy, o konspiracji i o tych setkach i tysiącach żołnierzy, którzy polegli lub zostali ranni w obronie Ojczyzny. Umarłych nie wskrzesimy, ale rannym musimy pomóc przy powrocie do zdrowia. Słuchamy z zapartym oddechem. Słowa Pani Kierowniczki jak ziarna padają w nasze serca i wyrastają w roślinę miłosierdzia. My znamy nasze powinności i naszą moc. W czasie okupacji pracowaliśmy z całych sił. Mieliśmy wtedy po osiem, dziewięć i dziesięć lat. Teraz jesteśmy starsi, teraz mamy wolną ojczyznę, więc nie pozwolimy ginąć naszym rodakom i naszym obrońcom. Z zapałem zabieramy się do pracy. Dziś wznawiamy działalność czerwonokrzyską z czasów okupacji. Wznawiamy K.M.PC.K.N91. I zaczyna się praca intensywna, zorganizowana. Praca stworzone przez młode, zapalone, żywe serca i przez tych, co gotowi są oddać ostatnią kroplę krwi dla dobra Ojczyzny. Mamy piękną ideę i w imię jej zdobywamy się na wszystko. W sercu wciąż pieścimy nasze hasło: „ Miłuj bliźniego, bliźniemu służ”.

Słuchajcie dziewczęta. Główny Oddział Polskiego Czerwonego Krzyża nałożył na nas obowiązek. Musimy przygotować łóżka z pościelą dla żołnierza.
- Chętnie, chętnie weźmiemy się do pracy.
- Jeśli mamusia mi pozwoli, przyniosę poduszkę.
- Ja przyniosę koc.
- A ja przyniosę prześcieradło.
- Pięknie. A za wspólne pieniądze uzbierane ze składek kupimy łóżko.
- A więc wszystko jest w porządku.
W niedługim czasie małe zuchy czerwonokrzyskie podarują żołnierzowi polskiemu wyposażone w pościel łóżko.

Dworzec wschodni przepełniony jest repatriantami. Trzeba by pomyśleć, aby ci podróżni przesiadając się w Warszawie, mieli choć łyżkę gorącej strawy. Lecz któż się tym zajmie. Oczywiście piękna organizacja – PCK, która nie pozwoli, aby dzieci – najmłodsi repatrianci przez cały okres podróży pozbawione były gotowanego obiadu. A więc do czynu!. My dzieci klasy V jesteśmy członkami Czerwonego Krzyża, toteż musimy dopomagać ludziom, którzy nie wahali się stanąć do tak ciężkiej pracy. Postanowiliśmy kupić kwaszoną kapustę. Wchodzimy do sklepu,
„Dzień dobry pani. Czy możemy dowiedzieć się ile kosztuje kilogram kapusty?”.
„A ile kilogramów chcesz kupić? - Pyta mnie właścicielka sklepu.
Na pytanie to odpowiadam nieśmiało: ,,Tyle, aby zmieściła się w dość duże wiadro.
,,O” - Na twarzy sklepowej pojawił się wyraz zdziwienia. ,,A cóż wy będziecie robić z wiadrem kapusty?”.
,,My jesteśmy członkami Czerwonego Krzyża. Kapusta ta pójdzie do kuchni, gdzie gotuje się obiady dla repatriantów”.
Sklepowa pomyślała chwilę, a potem rzekła: ,,W takim razie przynieście wiadro. Dam wam kapustę bez pieniędzy. Chcę także przyczynić się do wspomożenia biednych”.
Radość nasza nie miała granic. A gdy po odniesieniu kapusty ujrzeliśmy na dworcu gromadę dzieci zajadających się jakąś zupą, zadowolenie z dobrze spełnionego obowiązku wzrosło jeszcze.