Nasze dzieci

Dzieci dzisiejsze w porównaniu z dziećmi pierwszego dziesięciolecia Nowej Polski wypadają bardzo na minus. Główki tamtych tak dziewczęce, jak i chłopięce pięknie, bezpretensjonalnie zaczesane. Prawie całe klasy należały do harcerstwa i prowadziły piękną prace współzawodnictwa samopomocy koleżeńskiej. Rzadkie były wypadki, aby uczeń klasy VII był repetentem. Te wszystkie ambicje przekazywali swym uczniom i klasom wychowawcy i nauczyciele. Klasy były wychowywane, zdyscyplinowane, pełne szacunku dla każdego nauczyciela i jego pracy. Żyły w poszanowaniu mienia społecznego. Nasze ściany i sprzęt szkolny nie miał żadnych znaków uszkodzeń z premedytacji. Przez 7 lat nie było remontu w szkole i nie widać było potrzeby tego remontu, dzieci były gospodarzami swojej szkoły. Płakały, gdy ją kończyły i płakały razem z nami. Po raz drugi w tej książce z czułością wspominam dzieci i szkołę z tego okresu. Chcę zapomnieć o tym, że władze szkolne, a właściwie władze partyjne postawiły mnie poza nawias swoich mocnych i wytrwałych robotników Polski Ludowej. Całą moją radością było dobre wychowanie dzieci.

W okresie, z którego pochodzą zdjęcia
wychowanie fizyczne nie miało
wykwalifikowanych nauczycieli.
Dzieci zawsze miały kostiumy,
a dziewczynki na białych bluzeczkach
czerwone chusty zawiązane z przodu na węzeł.
Na zdjęciu widać dwóch żołnierzy,
którzy dwa razy w tygodniu
przyjeżdżali do nas na sport,
ku wielkiej uciesze dzieci.