W końcu czerwca roku 1960/61 żegnałam się ze swoją szkołą, do której wniosłam młodość i entuzjazm. Pamiętałam przez wszystkie lata, że uczyłam i wychowywałam dzieci robotnicze, tak jak tego od dziecka pragnęłam. Nie z przypadku zostałam nauczycielką, więc nie bardzo nie było oddać wszystkie siły duszy i serca umiłowanej pracy. Po 40 latach pracy w szkole 114 z dniem
1. IX. 1961 przechodziłam już na emeryturę. Komitet Rodzicielski i Rada Pedagogiczna z dziećmi przygotowali mi wzruszające pożegnanie. Jednocześnie był to 40-letni jubileusz mojej pracy pedagogicznej w szkole 114.
„Pięćdziesiąt lat – to długi okres życia, a cóż mówić o 50 latach nieprzerwanej działalności pedagogicznej” – mówiła koleżanka Mazurowa Maria, kierowniczka szkoły.
![]() |
Jubilatka w czasie przemówienia kierownika szkoły. |
A dalej
,,Niosła radę i pomoc nie tylko dzieciom, ale i stroskanym matkom w ich trudnych sytuacjach życiowych. Kol. Nawrocka ma za sobą wielkie dzieło, które nie ma ceny w przeliczeniu na pieniądze. Jej praca dla polskiej szkoły w latach okupacji to płomień przygaszany ciągle strachem gestapo. Rok tylko bezpośrednio pracuję z kol. Nawrocką, ale podziwiałam jej wielkie oddanie. Troszczyła się o dzieci, nauczycieli, woźnych. We wszystkich chciała widzieć ludzi miłujących prace i ich socjalistyczny stosunek do swych obowiązków...
Dlatego dziś składamy Czcigodnej Jubilatce hołd za jej trudy, za sprawiedliwość, za prawdę, o którą walczyła całe życie”.
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
| Zespół szkolny, muzyczny grał ,,100 lat”. | |
![]() |
![]() |
| Rada Pedagogiczna przy lampce wina razem z Komitetem Rodzicielskim. |
Dnia 22 czerwca 1961r. w godzinach popołudniowych dopełniłam swoich obowiązków związanych z zakończeniem roku szkolnego i po uzgodnieniu z koleż. Mazurową, kierownikiem szkoły po raz pierwszy od 1939r. wyjechałam na sześciotygodniowy wypoczynek. Na moje miejsce do kierownictwa szkoły został przydzielony kolega młody, energiczny, wykazujący dużą wnikliwość we wszystkie dziedziny pracy szkolnej. Przez 2 miesiące wakacji były w naszym budynku szkolnym kolonie z prowincji. Byłam jednak spokojna, bo czytałam w kartach ze szkoły, że nowy kolega przychodzi do szkoły parę razy w tygodniu, chociaż obowiązki miał powierzone od 1 września. Świadczyło to o dobrym stosunku do powierzonej pracy i dlatego cieszyłam się z młodego kolegi.