Związek Bojowników o Wolność i Demokrację zebrał dokumenty o dziecięcym obozie koncentracyjnym, który był w Łodzi, a w nim 12 tysięcy dzieci różnej narodowości. Dokumenty świadczyły, że dzieci te zostały w różny sposób zgładzone. W związku z powyższym ukazał się artykuł w prasie, który omawiany został w poszczególnych klasach i na apelu.
Dnia 5 kwietnia 1966 roku pod sztandarem szkolnym odbył się uroczysty Apel Poległych poświęcony uczniom i nauczycielom naszej szkoły. Na apelu byli obecni członkowie rodzin poległych. Matki otrzymały wiązanki czerwonych goździków. Obecny był również jeden z naszych uczniów, który szczęśliwie powrócił z obozu koncentracyjnego. Apel poprzedzony został przemówieniem do zebranej młodzieży.
„Gdyby Jędrzej Cierniak patron szkoły 114, mógł stanąć przed Wami rzekłby do Was - "Najmilsi moi" - nie dlatego, że taki miał zwyczaj, lecz dlatego, ze dzieci i młodzież, ich dobro i szczęście były mu najmilsze i najpierwsze zwłaszcza w okresie wojny.
Jędrzej Cierniak był przekonany, że nie ma młodzieży złej, a istnieją tylko złe wzory, którym słabe i niedojrzałe jeszcze charaktery nie potrafią się oprzeć. Niech wiec z wiarą J. Cierniaka i w Jego imieniu wolno mi będzie użyć tegoż zwrotu - "Najmilsi moi" - i prosić Was, abyście zechcieli na dzisiejszym apelu z powagą posłuchać o waszych rówieśnikach, absolwentach szkoły 114, którzy dosłownie na tych samych ławkach siedzieli co my, a będąc niewiele starszymi od Was, życie swe oddali za wielką sprawę wolności. Niewiele starsi od dzieci zginęli tak, jak dużo starsi od nich ginęli nauczyciele tej szkoły: Jędrzej Cierniak w Palmirach, Andrzej Witkowski (przy wyjściu z kanału), Józef Liżewski w Listowie. Jak Polska długa i szeroka w czasie okrutnej okupacji, prócz wielu organizacji ruchu oporu, ogniskami polskości były również i szkoły ze swoimi uczniami i nauczycielami.
I nigdy chyba uczniowie z nauczycielami nie byli tak bliscy sobie, tak zbratani, jak wtedy, gdy wróg nas dławił, wszystkiego zabraniał, wszystkiemu zaprzeczał, kiedy spoglądał na szkoły barykady, za którymi broniła się polskość. Ta polskość przejawiała się głównie w tajnym nauczaniu jęz. polskiego, historii i geografii. Dzieci z kl. V były świadkami naocznymi w czasie wizytacji, jak niemiecki inspektor uderzając ręką w stół mocno podniesionym głosem wołał, że Gdańsk nigdy nie był, nie jest i nie będzie polski. Stało się to dlatego, że przeglądając zeszyty uczniów znalazł tekst przepisany z książki ćwiczeniowej usuniętej z podręczników szkolnych. Miało to miejsce w szkole, która pracowała w naszym budynku w godzinach popołudniowych pod kierownictwem kol. Zubrzyckiego. Sprawa zakończyła się spokojnie, chociaż w napięciu oczekiwaliśmy dalszych konsekwencji. Tegoż samego roku na pożegnanie kl. VII śpiewaliśmy ,,Rotę” Konopnickiej i to wszystkie trzy strofki. Ludzie, którzy w pobliżu szkoły pracowali na działkach, usłyszawszy nasz śpiew poprzez zamknięte okna, prostowali plecy, zwracali twarze w stronę okien szkoły, mężczyźni zdejmowali czapki i tak póki pieśń nie ucichła. Czy to może duch przekory kazał tak postępować? Nie – to protest przeciwko naszej fizycznej bezsilności wobec przemocy.
Wspaniała była postawa robotniczego Targówka i tych najmłodszych gazeciarzy – kolporterów, którzy nam do szkoły przynosili biuletyny z domu. Mamusia z pracy przyniosła – mówili- i kazała dać pani. Ci nędznie odziani, często głodni mali bohaterowie z Targówka rozumieli, że robią robotę za swoich ojców powywożonych na roboty do Rzeszy, do obozów koncentracyjnych lub na Pawiak. I rozumieli, że tak będzie dopóki niemieckie buty będą wdeptywać polską krew w polską ziemię. Zbrodnie hitlerowskie mnożyły się. Kaźnie i egzekucje odbywały się na oczach ludzkich, a kiedy na ul. Radzymińską przywieziono z Pawiaka kilkudziesięciu ludzi z zagipsowanymi ustami na egzekucję, czego był świadkiem jeden z naszych uczniów kl. VII, to chyba na żadnej lekcji obecnie nie ma takiej postawy uczniowskiej, jak była wówczas, gdy kolega przedstawiał szkole ten okrutny obraz. Niejedno dziecko ze skurczem serca myślało – może tam był mój tatuś.
W dniu dzisiejszym nasza szkoła zapragnęła ukazać Wam maleńki odcinek tragedii narodu polskiego z II wojny światowej. Przyjmijcie to jako lekcje historii o zmienionej formie. My nauczyciele wierzymy, że chociaż często okazujecie lekkomyślność w Waszym postępowaniu, nie doceniacie dobrodziejstw, jakie na Was spłynęły przez krew wymordowanych 6 milionów Polaków, a wśród nich setek tysięcy dzieci , waszych rówieśników, wierzymy mimo to, że w Waszych sercach jest miejsce dla zrozumienia wielkiej sprawy, sprawy honoru polskiej młodzieży szkolnej.
Na dzisiejszy apel zaprosiliśmy najbliższą rodzinę absolwentów szkoły 114, którzy na krótko przed wybuchem wojny ukończyli naszą szkołę. Wśród zaproszonych osób jest były więzień obozu Oświęcimskiego, który da świadectwo temu, co osobiście przeżył pamiętnej nocy, kiedy go zabierano z innymi kolegami (harcerzami) i o Oświęcimskim obozie, aby wiedzieli do końca jak powstawała nasza Polska Rzeczpospolita Ludowa.
Misterium naszego apelu oddano w ręce młodzieży harcerskiej naszej szkoły. Tekst apelu znajduje się w gazetce wywieszonej na I piętrze”.
![]() |
Kopeć Zenon przetrwał obóz koncentracyjny. Był obecny w naszej szkole na Apelu Poległych. |
![]() |
Urywek listu Czesława Palusińskiego do Matki, po cenzurze obozowej. ,,.............................- dzień, w którym składałam Ci serdeczne synowskie życzenia imieninowe. Dzisiaj, chociaż z daleka, przesyłam również serdecznie jak kochający syn.” Ciąg dalszy listu i jego początek obcięty w obozie. Z drugiego listu przetłumaczony wycinek tegoż samego Czesława Palusińskiego. Kochana Mamusiu! Twoje listy tak drogie otrzymałem. Także pieniądze i znaczki pocztowe, które mi przysłałaś otrzymałem. Za wszystko dziękuję Ci serdecznie, szczególnie za listy. Dzień, w którym otrzymuję Twoje listy, Droga Mamusiu, jest dla mnie świętem. Dlatego proszę Cię, żebyś mi wszystko w listach pisała. |
Listy do p. Janiny Palusińskiej.
Połowę listu cenzura w Oświęcimiu odcięła. Koniec listu, który brzmiał w języku polskim:
.........i jestem zdrów zupełnie. Tylko pogoda jest zła. Pochmurno i pada deszcz. Kończąc mój list, dziękuję Ci serdecznie za wszystko, całuję i pozdrawiam wszystkich i czekam prędkiej odpowiedzi. Bądźcie wszyscy zdrowi i zostajcie z Bogiem.
Wasz kochający syn
Czesiek.
Prawie wszystkie listy były powycinane przez cenzurę obozową.
Jak wynika z aktu śmierci przesłanego Matce, list poniżej jest jednym z ostatnich.
Bardzo się cieszę, że wszyscy w domu są zdrowi. Jestem ciekawy, jak jest u Was z pieniędzmi i żywnością oraz jakie świadectwa szkolne mają Rysiek i Stefek. Napiszcie również, co słychać w domu. Proszę Cię pozdrów wszystkich znajomych i podziękuj im za pamięć. Muszę Ci donieść, że wolno mi tylko dwa listy w miesiącu pisać i tylko dwie strony zapisać, a na każdej stronie piętnaście słów. W liście można przysłać dwa znaczki po 12 pf. Kochana Mamusiu nadchodzą Twoje imieniny. Dzień, w którym Ci zawsze składałem serdeczne, synowskie życzenia. Dzisiaj czynię to samo, chociaż z dalekiej odległości jako kochający syn. Może trochę późno, ale ze szczerego serca. Przesyłam serdeczne pozdrowienia dla babci, Ryśka, wujka Stacha i małej Helenki. Kończąc ten list zostawiam Was wszystkich z Bogiem.
Czesiek.