Pierwszymi nauczycielami w szkołach od roku 1916 byli ludzie w różnym wieku, lecz nawet najmłodsi z nich mieli za sobą jarzmo niewoli od urodzenia. Nie było Polski na mapie przez 205 lat. Widocznie tak już jest, że Polacy najwięcej miłują to, co stracili i za czym tęsknią. Wielkość naszej ojczyzny deptanej butem przemocy urosła do potęgi mesjanizmu z jednej strony, a z drugiej w jej katakumbach. Ruch robotniczy ciągle tworzył nową Polskę, której historia przez wiele pokoleń przechowywała się w pieśni.
Wszystkie krzywdy ludu polskiego, wszystkie zniewagi narodu zamykały się w pieśniach jak w złotej szkatule.
Od pierwszych dni mojej pracy w szkole byłam nauczycielką śpiewu między innymi przedmiotami. Oj, miałam też co opowiadać, miałam!
O czerwonym, maleńkim śpiewniczku (śpiewniczek miał 5 cm szerokości i 10 cm długości), w którym mieściła się wielka historia naszej Ojczyzny. O śpiewniczkach, za które szło się na Sybir. Byłam w posiadaniu takiego śpiewniczka. Dzieci z pietyzmem brały go do rąk i przepisywały zeń pieśni. Słuchały zdziwione, że przez taki śpiewniczek zdarzały się nieprzespane noce. Częste rewizje w domach były powodem takich przypadków. Od czasu do czasu śpiewniczek taki musiał być w rękach ludzkich, bo po cóż by istniał, lecz gdy już spełnił swoje zadanie wędrował w słomę do siennika lub pod podłogę w mieszkaniu albo na strychu, czasem w jakieś stare rupiecie wrzucany chwilowo, lub zabezpieczany przed wilgocią, zostawał zakopany w piwnicy, jak wielki skarb.
To były lata (1890) 1904 – 1914. Śpiewniczki nie miały nut, a wszystkie zawarte w nich pieśni były znane starym, młodym oraz dzieciom. Melodie przekazywały pokolenia pokoleniom. Dlatego trzeba było od czasu do czasu wydostać je z ukrycia z zatajonym oddechem nacieszyć oczy, przypomnieć słowa i znów schować głęboko. Mając lat 10 umiałam już śpiewać „Na barykady”, "Czerwony sztandar", "Jeszcze Polska nie zginęła", "Z dymem pożarów", "Boże coś Polskę", "Warszawianki obie", "Gdy naród do boju", "Mazur Kajdaniarski", a śpiewniczek mój zawierał około 60 pieśni. Toteż poza polskimi piosenkami ludowymi w repertuar szkoły wchodziły, aż do wydania pierwszych śpiewników przez komisję programową, wszystkie pieśni patriotyczne, robotnicze zaczerpnięte z „zakazanych” śpiewniczków. Z czasem ujednolicono repertuar pieśni szkolnych i niektóre pieśni dawne zeszły z materiału objętego nauczaniem. Stwierdzam, że dzieci tamtych lat były rozmiłowane w pieśni i z przyjemnością dawały się „rozśpiewywać”. Były muzykalne. Do roku 1927 prowadziłam pieśni dwugłosowe. Pod koniec lekcji klasa mogła już zawsze zaśpiewać nową piosenkę, utrzymując się w swoich głosach. Naturalnie, że śpiewałam dużo kanonów. W dalszych latach, gdy materiał głosowy został przygotowany, a ja jako specjalistka śpiewu z umiłowania przedmiotu, podniosłam swoje kwalifikacje na Wydziale Nauczycielskim w Konserwatorium, w naszej szkole zaistniał piękny czterogłosowy chór dziecięcy.